Idea dawania w dobie kryzysu

 


 

 Wystarczy chcieć - o tym jak dawanie może odmienić Twoje życie.

 

 

 Do napisania tego artykułu zainspirował mnie e-book  jednego z moich mentorów - Joe Vitale "Największy Sekret Robienia Pieniędzy"  Jeśli okoliczności pozwolą, już w październiku będę miała okazję poznać tego wyjątkowego człowieka na szkoleniu w Polsce.  Dziś pełna wdzięczności za dotychczasowe wskazówki, właśnie jemu dedykuję poniższe refleksje.    Idea dawania w czasach kryzysu może wydać się niezbyt popularna, bo przecież teoretycznie mamy coraz mniej i powinniśmy zachować nasze ograniczone zasoby dla siebie.  

 

 

 

 

 

Joe Vitale  wyznaje z goła inną teorię:  "Daj czas a otrzymasz czas. Daj rzeczy a rzeczy otrzymasz. Daj miłość a otrzymasz miłość. Daj pieniądze i pieniądze otrzymasz. 

 

Mały napiwek może zmienić Twoje finanse. Pomyśl o osobie lub osobach, które zainspirowały Cię w ostatnim tygodniu, które sprawiły, że poczułeś się dobrze sam ze sobą i z własnym życiem, z Twoimi marzeniami lub celami. Daj tym ludziom pieniądze. Ofiaruj im coś z serca. Przestań być skąpy. Wyjdź z obfitością zamiast z lękiem. Daj bez oczekiwania czegoś w zamian od tej osoby, ale oczekuj, że Ci się to zwróci. W momencie, kiedy to w końcu zrobisz, zobaczysz jak dobrze zacznie Ci się powodzić. Oto Największy w Historii Sekret Robienia Pieniędzy!"

 

Dając szczerze i bezinteresownie otrzymujesz podziękowanie od wszechświata.  - Niekoniecznie od osoby obdarowanej i nie natychmiast, jednak jeśli idea jest szczera -  kwestią czasu jest to, jak dobro zacznie płynąć do Ciebie. Mam na myśli obfitość życiową, a nie tylko status finansowy. Wydaje się to trochę górnolotną, pełną altruizmu ideą, a jednak powiedzenie "dawaj a będzie Ci dane" towarzyszy nam od wieków. 

 

Mike Dooley, autor serwisu internetowego http://www.tut.com/  zawierającego inspirujące cytaty i podpowiedzi życiowe, pisze: ,,Dawanie mówi wszechświatowi, iż wierzysz, że otrzymujesz to, czego potrzebujesz. Nawet, kiedy opróżnisz portfel, nie boisz się i okazujesz swoją wiarę i pewność, że twoje kufry wypełnią się znowu, a miłość, jaką dajesz innym jest najważniejsza. Gdy wierzysz, że te rzeczy są prawdziwe, doświadczasz ich oraz obfitości, jak gdyby niebo otworzyło się dla ciebie." 

 

To piękny i mądry cytat, jednak być może nasuwa Ci się pytanie: "A  co jeśli nie mam nic to ofiarowania?".

 

Na pewno jest w Twoim życiu coś, co kochasz, co robisz z pasją i co umiesz naprawdę dobrze. Ofiarować można czas, uśmiech, wiedzę, czasem dobre słowo, miłość i troskę.. to wartości nieprzeliczalne na pieniądze i często naprawdę deficytowe. 

 

Zastanów się, co robiła Twoja Mama, czy Babcia, gdy jako dziecko byłeś smutny - być może piekła dla Ciebie ciasteczka, albo mimo, iż była zmęczona po całym dniu pracy zabierała Cię na rower do parku.    

 

 

 

 


   Drobne gesty i szczerość potrafią uratować życie. Czasem rozmowa albo tylko to, że słuchasz potrafi przywrócić  komuś nadzieję. Gdy jesteś gotowy/gotowa na więcej przestań się wahać i rób to. Zachęcam Cię do aktywnego życia i odkrywania, jak dawanie potrafi wypełnić Cię pozytywną energią i zaprosić do Twojego życia niebanalnych ludzi i niezapomniane sytuacje.      

      

 

Jeśli jesteś kobietą, Twoim bezdyskusyjnym atutem jest czułość i umiejętność tworzenia klimatu w miejscach, w jakich się pojawiasz.  - Bądź pogodna i uśmiechnięta. 

 

 

 Jeśli potrafisz gotować, wyczaruj bajową ucztę dla swoich przyjaciół, gdy zajrzą z wizytą. Kup Mamie kwiaty bez okazji albo zrób swojemu mężczyźnie zmysłowy masaż pachnącą oliwką. - Tylko tyle i aż tyle.  

 

 

Ciesz się przy tym i oczekuj jedynie uśmiechu na twarzy obdarowanej osoby. Reszta przyjdzie do Ciebie sama.  

 

 

 

 

 


Jeśli jesteś mężczyzną, napraw coś w domu albo porwij swoją partnerkę na szalony spacer gdzieś za miasto. Nie mów jej gdzie jedziesz, po prostu zabierz ją gdzieś gdzie jeszcze nie była i całuj namiętnie, jak przy waszym pierwszym pocałunku.   

 

 

Zachęcam Cię do ofiarowywania uśmiechu, dobrego stanu ducha, a jeśli masz więcej siły, także bardziej konkretnej pomocy, czy wsparcia finansowego.   

 

 

 

Na koniec opowiem Ci historię, która do dziś maluje na mojej twarzy rys wzruszenia.  

 

 

 

 


W 2003 roku poleciałam do Tybetu. Spełniłam marzenie, by zobaczyć region i kulturę, które fascynowały mnie od lat. To, co zobaczyłam w Lhasie wielokrotnie przekroczyło moje wyobrażenie o tym miejscu. Ulice przyozdobione girlandą modlitewnych flag w kolorach Tybetu, tłumy pielgrzymów pogrążonych w modlitwie, wirujące młynki i ciche modlitwy wznoszone w trakcie pochodu wokół największej świątyni w Lhasie. Wszystko to przerywane stukotem padających, co jakiś czas na ziemię w modlitewnym pokłonie najbardziej pobożnych spośród wędrowców.

 

 

 

 

Wokół stragany z masłem z jaka, pachnącymi przyprawami, figurkami Buddy i Tary. Trzepoczące na wietrze tanki z wizerunkami wcieleń Buddy i opiekuńczych demonów. Wibrujący jesienny dzień, a w dali monumentalny pałac Potala - dowód na to, że Tybet wciąż zachował swoją wiarę i autonomię.

 

 

 



 

Oczywiście jest też druga strona tej pięknej historii - bieda, szlachetność i upór tych cudownych ludzi. Wielu Tybetańczyków cierpi niedostatek.  Kobieta poślubia na raz nawet kilku braci, by połączyć pola i wspólnie uprawiać wydzielaną przez Chińczyków ziemię. Żyją razem i razem wychowują dzieci. Plemiona Nomadów - cudownych rosłych ludzi, o ostrych rysach i węglowo czarnych oczach, a przede wszystkim ciepłym uśmiechu kobiet z zaplatanymi we włosy turkusami tybetańskimi i koralami - są zmuszane do zaprzestania koczowniczego trybu życia i osadnictwa w wyznaczonych miejscach.

 

 

 

 

 

Mimo to Tybet żyje - jego mieszkańcy o wodzie i chlebie potrafią tygodniami wędrować z najdalszych rejonów góry z pielgrzymką do Lhasy. Często nie mają nic oprócz pary butów i pieniędzy odłożonych wyłącznie na stopione masło jaka do polewania posążków w świątyni. Modlą się za Tybet, za swoje rodziny, za wolność.

 

 

 

Właśnie taką piękną starą Tybetankę spotkałam tego wyjątkowego dnia w Lhasie. Spacerując wokół świątyni, poczułam, że bardzo chciałabym mieć coś na pamiątkę z tego miejsca ? coś bez cennego, co będzie przenosić mnie tam, gdy już wrócę do Polski i tylko w myślach będę wędrować po ulicach Lhasy.   

 


 

 

I nagle ją zobaczyłam, mimo widocznego zmęczenia i ubóstwa, wydawała się szczęśliwa i uduchowiona. Nuciła mantrę kręcąc młynkiem. Nie wiem dlaczego, ale pomyślałam, że jest głodna i nie zastanawiając się wyjęłam z kieszeni wszystkie drobne dolary, jakie ze sobą miałam. Wzięłam tą obcą kobietę za rękę i dałam jej pieniądze.   

 

Gdy chciałam odejść powstrzymała mnie i z uśmiechem zsunęła ze swojego przegubu malę (tybetański różaniec) z dużych żółtych korali i założyła mi na rękę. Było w tym coś naturalnego i niezapomnianego. 

Zanim zdążyłam podziękować kobieta zniknęła w tłumie.   Bezinteresowność przyniosła mi wyjątkową pamiątkę i wspomnienie. Nie wiem, skąd przywędrowała do mnie moja Mala, jednak towarzyszy mi do dziś. Spokój i radość na twarzy tej Tybetanki również.    

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W czasach, gdy nie boimy się czynić zło, zachęcam Cię, byś miał/ miała odwagę czynić dobro.

 

 

 

Anna Turczyńska

SzkolaKobiet.pl 

 

 

 

Prawa autorskie do zdjęć zastrzeżone.  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  

 

Komentarze (0)
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze!